Prochor Szalapin w końcu odsłonił karty: po 18 latach „zimnej wojny” on i Filip Kirkor zakopali topór wojenny. Piosenkarz przyznał, że przez wiele lat boleśnie przeżywał zerwanie stosunków z królem popu, ale teraz wszystkie urazy są za nim.
„Bardzo się cieszę, że udało nam się nawiązać na nowo relacje z Filipem – powiedział Szalapin. – Przez te wszystkie lata oczywiście nosiłem w sobie urazę i mówiłem o tym publicznie. Ale jednocześnie zawsze odnosiłem się do niego z szacunkiem jako do wielkiego artysty i współczułem mu, widząc, że nie czuje się najlepiej. Zawsze miałem do niego ciepłe uczucia, jak do dziecka, jak do brata, mimo że nie utrzymywaliśmy kontaktu”.
Konflikt, przypomnijmy, trwa od 2007 roku. Po „Fabryce gwiazd-6” Kirkor wspierał młodego Szalapina, ale potem, zdaniem Prochora, „intrygi dwóch kobiet” nastawiły artystów przeciwko sobie. Kością niezgody był Dima Bilan. Wówczas 23-letni Szalapin podsłuchał rozmowę Kirkora z producentami, gdzie omawiano, że Bilan powinien dzielić się dochodami z „Pierwszym kanałem”, ponieważ kanał uczynił go znanym. To, co usłyszał, zszokowało Szalapina, który, nie milcząc, na jakiś czas stał się wyrzutkiem w kręgach muzycznych.
Pomimo tego wszystkiego, Prochor podkreśla, że nawet najgłośniejsze wypowiedzi nie anulowały jego szacunku do artysty ludowego. „Co dziwne, krok naprzeciw zrobiliśmy obaj. Jestem osobą empatyczną, a Filip Kirkor jest bardziej wspaniały niż ja. Odpowiednio, gdybym podszedł, a on by się odwrócił, byłby to dla mnie nieprzyjemny cios. Ale stało się tak, że jednocześnie postanowiliśmy się pogodzić. Uważam to ze strony Filipa za wielkoduszność. On zrozumiał, że jestem do niego nastawiony przychylnie” – wyjaśnił wykonawca.
Szalapin przyznaje, że przez te lata wiele przemyślał. Jeśli wcześniej otwarcie mówił o krzywdzie i uważał, że koledzy celowo blokują mu drogę, to teraz uważa, że każdy po prostu zajmował się swoimi sprawami. „Kariera Filipa zawsze stała na najwyższym poziomie i myślę, że on sam raczej o mnie specjalnie nie pamiętał. Pewnie na jego miejscu zachowałbym się tak samo. Absolutnie niczego mu nie zarzucam, rozumiem jego obciążenie, po prostu nie miał czasu. On zajmował się swoimi sprawami i prowadził intensywne, barwne życie. Dziś nie ma powodu, żebyśmy coś dzielili. Nadszedł czas, aby nawiązać na nowo stosunki” – dodał Szalapin.
Piosenkarz zauważa, że dziś inaczej patrzy na wydarzenia z minionych lat i nie widzi sensu oglądania się wstecz i szukania winnych. „Nie jestem urażony przez los. Bóg ma dla każdego z nas swoje plany. Mój czas nadszedł dziś, więc tak miało być, a nie w wieku 25 lat, jak chciałem. Ale po co teraz mamy udawać, że się nie zauważamy, nie witać, skoro się doskonale znamy? Dlaczego by nie usunąć tego negatywu?” – podsumował Prochor.




