Paweł Derewianko nie ukrywa: jego wspólny biznes z Zoją Fuc, polegający na szyciu ubrań dla par, przechodzi trudny okres. Kilka miesięcy temu małżonkowie z wielką pompą otworzyli sklep stacjonarny, urządzili przyjęcie z udziałem gwiazd i dziennikarzy, ale zamiast zysków otrzymali problemy. Dziesięć milionów rubli zostało zainwestowane, a zwrotu brak – przeszkadzają oszuści, którzy, zdaniem aktora, działają metodami z lat dziewięćdziesiątych.

Derewianko skarży się, że ich profile są atakowane zgłoszeniami, a na prywatne wiadomości przychodzą żądania zapłaty, aby zostawiono ich w spokoju. Z powodu blokad rozpada się cały system promocji. „Nie zamierzamy się poddawać i płacić wymuszaczom” – oświadczył Paweł na swoim blogu. Nie wie, kto stoi za atakami, ale podejrzewa albo ukraińskich hakerów, albo kogoś z jego otoczenia, kto jest zazdrosny. „Profil Zośki został całkowicie usunięty. Na mój też próbowano się włamać, ale z powodu „znaczka” się nie udało. Profil sklepu udało się częściowo odzyskać. Oczywiście, to są straty, nie możemy promować naszej młodej marki. Dopiero co się otworzyliśmy, zainwestowaliśmy ponad 10 milionów. Zosia jest naturalnie zdenerwowana, ręce opadają… Oczywiście, chce się tym zająć. Nie możemy zgłosić sprawy na policję, bo te media społecznościowe są u nas zakazane. Nic nie da się śledzić. Może to z Ukrainy. A może ktoś, kogo znam, ktoś z otoczenia. Chociaż myślałem, że w ogóle nie mam wrogów. Sam nikomu nie zazdroszczę, nigdy z nikim nie miałem żadnych zatargów. Ale wiem, że u wielu ludzi to uczucie jest rozwinięte. Zazdrość. W twarz ci się uśmiechają, a za plecami… No nic, przebijemy się, prawda? Jakie tam nasze lata! Pięćdziesiąt” – komentuje aktor. Swoich wrogów nigdy nie zauważał, ale zazdrosnych ludzi, jego zdaniem, nie brakuje.

Aktor skomentował także krytykę pod adresem swojej młodej żony Zoi, która spadła na nią po udziale w programie „Skarby Cesarza”. Fuc była oskarżana o manipulacje, ostre zachowanie i wywieranie presji na męża. Derewianko natomiast twierdzi: „Zosia po prostu jest silną i niezależną kobietą, bardzo wyrazistą, bardzo porywczą. Jesteśmy z nią tak samo porywczy i pod tym względem jesteśmy podobni. Ogień z ogniem. Chociaż jesteśmy dwoma znakami wodnymi: ona – Skorpion, ja – Rak. Ale żeby konflikt się nie rozgrzewał, ja po prostu „zjem” coś, niweluję. Cały czas mam nadzieję z nią porozmawiać, żeby coś takiego więcej się nie zdarzyło. Chcę, żeby i ona „zjadała” jakieś moje nuklearne wybuchy. A na razie – jak jest. Dobrze nam i nie jest nam nudno ze sobą”. Za pantoflarza Paweł się nie uważa, ale przyznaje, że w sprawach domowych w pełni ufa Zoi, ponieważ ona „więcej rozumie, więcej czuje”.