Jako dziecko Любовь Цымбалова chciała zostać projektantką, ale zamiast na modę trafiła do wielkiego sportu, zdobyła tytuł mistrzyni sportu Rosji i biła rekordy. Do dziecięcych marzeń powróciła już jako matka dwójki dzieci. Dziś ma czwórkę dzieci, własną markę SLAD, produkcję odzieży dżinsowej premium i wielobrandową przestrzeń „Галантерея” w Bolshom Gostinom Dworze.
— Jako dziecko chciałaś zostać projektantką, ale zajęłaś się profesjonalnym sportem. Marzenie zostało odłożone czy z niego zrezygnowałaś?
— Raczej długo nie pozwalałam sobie traktować go poważnie. Zawód projektanta wydawał mi się czymś bardzo odległym, niemal niedostępnym. A sport był konkretny: jest trening, norma, wynik. Zostałam mistrzynią sportu Rosji, biłam rekordy, zdobywałam puchary i medale. Ale pragnienie tworzenia ubrań nigdzie nie zniknęło.
— Co ze sportu przydało się w branży modowej?
— Praktycznie wszystko. Sport uczy, że wynik rzadko pojawia się od razu. Można dużo pracować i nie widzieć efektów, ale mimo to kontynuować. Przy tworzeniu marki było podobnie: próbne partie, poszukiwanie tkaniny, błędy z modelami, dopasowaniem, produkcją. Sport nauczył mnie nie czekać na idealny moment i nie zatrzymywać się po pierwszej porażce.
— Dlaczego zdecydowałaś się zacząć właśnie po narodzinach dzieci?
— Kiedy zostałam mamą dwójki dzieci, życie przestało być teorią. Zrozumiałam, że ubrania muszą wytrzymać realny dzień kobiety. Rano ma spotkanie, w ciągu dnia pracę, wieczorem dzieci, drogę, sprawy. Nie można ciągle się przebierać i martwić, gdzie coś się pogniecie lub będzie przeszkadzać w ruchu. Chciałam tworzyć rzeczy, w których nie trzeba wybierać między wyglądem a normalnym życiem.
Teraz mam czwórkę dzieci, a wymagania wobec ubrań stały się jeszcze surowsze. Pięknej rzeczy nie wystarczy. Musi być niezawodna, wygodna i pozostawać w szafie dłużej niż jeden sezon.
— Dlaczego podstawą marki został właśnie denim?
— Dżinsy wydają się prostą rzeczą tylko do momentu, gdy zaczniesz je produkować. Tam liczy się wszystko: gęstość tkaniny, obróbka, proporcje, linia kieszeni, dopasowanie. Błąd o kilka centymetrów całkowicie zmienia sylwetkę. Dlatego dobre dżinsy to prawie praca inżynieryjna.
Dziś uważamy premium denim za jedną z głównych kompetencji SLAD. To nie jest historia sezonowa ani rzecz na jedno wyjście. Dżinsy powinny stać się tą parą, którą człowiek automatycznie wyjmuje z szafy kilka razy w tygodniu.

— Nazywasz SLAD marką dla ludzi, którzy przywykli do wygrywania. To wpływ twojej sportowej przeszłości?
— Oczywiście. Ale dla mnie zwycięstwo to niekoniecznie medal czy pierwsze miejsce. To wewnętrzny stan człowieka, który wie, czego chce, ceni swój czas i nie potrzebuje zbyt głośnych dowodów własnego sukcesu. Stąd nasza estetyka: spokojna, pewna siebie, bez zbędnej demonstracji.
— Co oznacza nazwa SLAD?
— Jest w niej zaszyfrowana ja sama – moje inicjały, energia, wyobrażenie o pięknie. Zależało mi, żeby nazwa nie była sztucznie wymyśloną ładną kombinacją liter. Musiała mieć osobisty sens. Kiedy widzę logo na gotowym ubraniu, przypominam sobie całą drogę – od dziecięcego marzenia do własnej produkcji.
— W którym momencie jednej marki zrobiło ci się za mało i pojawiła się „Галантерея”?
— Pracując w rosyjskiej modzie, widzę ogromną liczbę silnych projektantów, o których klient może po prostu nie wiedzieć. Każdy ma swój charakter: ktoś świetnie szyje płaszcze, ktoś biżuterię, ktoś akcesoria. Chciałam ich zebrać nie jako przypadkowy zbiór najemców, ale jako spójną garderobę.
Tak w Bolshom Gostinom Dworze pojawiła się „Галантерея”. Obecnie jest tam reprezentowanych około 20 marek. Klient może przyjść po jedną rzecz, a skompletować cały look – od płaszcza po akcesoria. Dla mnie to także sposób, by pokazać, że rosyjska moda nie ogranicza się już do kilku znanych nazwisk.
— Nie boisz się stawiać obok własnej marki potencjalnych konkurentów?
— Nie. Klient i tak porównuje. Tylko zazwyczaj robi to na różnych stronach i w różnych sklepach. Dajemy mu możliwość zobaczenia rosyjskich marek obok siebie i wybrania tego, co naprawdę pasuje. Silny produkt nie powinien bać się sąsiedztwa z innym silnym produktem.
— Czy klient rzeczywiście stał się bardziej wymagający?
— Zestarzał się. Kiedyś rzecz często kupowano dlatego, że była modna lub dostępna od razu. Dziś coraz częściej pytają: czy jest mi wygodnie, czy będę to nosić za rok, czy rzecz wytrzyma pranie, czy nie straci kształtu? Ludzie zmęczyli się przepełnionymi szafami, w których nie ma w czym chodzić.

— Co dla ciebie jest głównym wskaźnikiem jakości?
— Nie cena tkaniny czy idealnie równy szew same w sobie. Wysokiej jakości rzecz staje się „swoja”. Dobrze leży, nie krępuje ruchów, zachowuje kształt i nie trafia do odległego kąta szafy po miesiącu. Jeśli człowiek wybiera ją ponownie z rana – to jest właśnie prawdziwy wynik pracy projektanta.
Dmitry Yurov







